FIAT 124 replika Abarth

Znajomość zawarta całkowicie przypadkowo poprzez forum internetowe, na którym była prezentowana odbudowa tego samochodu. Po odebraniu auta okazało się, że nadaje sie do wszystkiego, tylko nie do jeżdżenia. Były same niedoróbki i złość własciciela. Od słowa do słowa i padła propozycja przeglądnięcia silnika. Zapowiadała sie standardowa naprawa, nawet nie remont. Pojechałem do Wrocławia i tam w kolejnym juz warsztacie, do którego trafił samochód na poprawki, załadowano mi kompletny silnik wymontowany z auta. Zaczęło się od obecności wody w oleju, co juz nie wróżyło nic dobrego, zwłaszcza że sw silniku była wymieniana uszczelka pod głowicą. Po rozebraniu silnika "kwiatków" juz było zdecydowanie więcej. Ponieważ miała to być replika ABARTHa silnik powinien dostać dwa podwójne gaźniki i parę innych drobiazgów, zgodnych ze specyfikacją sportową. Niestety był silnik 1800, czyli własciwy, ale w wersji "california". Odprężony, z kiepskimi wałkami i z "zabójczą" mocą 87KM. Śmiech na sali. zaczęło sie poszukiwanie odpowiednich tłoków, które dotarły z... Kanady. Juz było wiadomo, że konieczny jest remont kapitalny. Ten jakoś przeżylismy.Nadszedł czas montażu i odpalenia, czyli kolejna wycieczka do Wrocławia, tym razem po samochód. I zaczęły się schody. Jedynym podzespołem, którego nie ruszaliśmy(z powodu braku czasu) była skrzynia biegów. Po za tym absolutnie wszystko. Nie wiem na czym polegała odbudowa tego auta, ale okazała się być absolutną porażką wykonawcy. Trzeba było ingerować wszędzie, nawet w fotele. W międzyczasie przyszły powodzie i wszystko zaczęło sie ślimaczyć. Zamiast zajmować sie samochodami trzeba było szukac miejsc, gdzie można je ewakuować. 7(siedem) zalań w ciągu kilku miesięcy dało średnią powodzi co 2,5 tygodnia. Nie da się w takich warunkach nic zrobić, bo tak na prawdę nie wiadomo było kiedy będę wyspą. Po kilkumiesięcznych zmaganiach auto wreszcie nadawało się do oddania. Kamień spadł mi z serca, juz nie chciałem widzieć tego auta, kojarzyło mi się tylko z wodą. Wreszcie nadszedł szczęśliwy dzień, w którym zawiozłem białego 124 do stolicy dolnego śląska. Zeby nie było pustego przebiegu rozładowałem 124 i jego miejsce na lawecie zajęła żółciutka 500 TAXI.